Rejs dookoła świata
jest marzeniem wielu. Osób mogących się poszczycić takim
dokonaniem jest coraz więcej, w dużej mierze dzięki technice,
która przyniosła w tym względzie olbrzymie ułatwienia. Wysiłek
żeglarza odczytującego pozycję na mapie ze słońca za pomocą
sekstantu i po skomplikowanych obliczeniach, wydaje się trochę
niewspółmierny z nakładem pracy dzisiejszego żeglarza
wyposażonego w GPS i mapy pogodowe od ekip na lądzie. Choć
oczywiście tam, na morzu czy oceanie, nawet przy największym
wsparciu – w obliczu nieokiełznanej Natury człowiek pozostaje
sam.
Emigrant z przymusu
Tym smutniejszy jest
fakt, że bardzo niewielu z nas ma jakąkolwiek wiedzę o pierwszym
Polaku, który okrążył kulę ziemską pod żaglami. Władysław
Wagner wypływając w swój rejs miał jedynie 20 lat. Jego jacht
„Zjawa” wyruszył z nowo wybudowanego portu Gdynia 8 lipca 1932
r. - bez silnika, świateł nawigacyjnych, z dwoma mapami Morza
Bałtyckiego, kilkoma książkami i harcerską busolą zamiast
prawdziwego kompasu. Do Polski już nigdy nie powrócił. W drodze do
domu, po zamknięciu wielkiego koła i siedmiu latach podróży -
Wagnera zastała wojna. Wstrzymano go w Wielkiej Brytanii, gdzie
otrzymał pisemne polecenie przerwania podróży z konsulatu w
Londynie.
System polityczny Polski
Ludowej skutecznie wymazał o nim pamięć, gdyż uznano go za
nieprzychylnego rządom emigranta. Czasem ktoś wspomniał jego
nazwisko wbrew regulaminowi na kursie żeglarskim, ale minęły już
czasy gdy historia była tam tematem wykładanym i egzaminowanym.
Polonia pamięta
Wagner osiadł na
Karaibach, później zamieszkał w Stanach Zjednoczonych. Właśnie w
serca polonijnych żeglarzy jego imię wryło się najgłębiej. W
nadchodzącym roku 2012 mamy szansę oddać Wagnerowi należną cześć
i sprawić, by zajmowane w historii miejsce zostało lepiej
zapamiętane.
Okazją są trzy
okrągłe rocznice: 100-lecie urodzin (17września 1912 r.), 80-lecie
rozpoczęcia rejsu dookoła świata (8 lipca 1932 r.) i 20-lecie
śmierci (15 września 1992r.). Z tych też względów z inicjatywy
środowisk polonijnych rok 2012 został nieoficjalnie ogłoszony
„Rokiem Wagnera”. Głównymi prowodyrami tej akcji są dwaj
panowie: założyciel Karaibskiej Republiki Żeglarskiej Andrzej
Piotrowski z Chicago, który miał szczęście poznać
Władysława Wagnera osobiście, oraz komandor Yacht Klubu Polski w
Londynie Jerzy Knabe.
Pierwsza uroczystość
będzie miała miejsce już 21-22 stycznia, na należącej do
karaibskiego archipelagu Brytyjskich Wysp Dziewiczych Beef Island,
gdzie po wojnie Wagner spędził pionierskie lata swojego życia
(zbudował tam m.in. pierwszy pas startowy dla samolotów).
W obecności polskich
żeglarzy z całego świata i miejscowych oficjeli, w zatoce
Trellis Bay zostanie odsłonięta tablica pamiątkowa, ufundowana z
prywatnych środków żeglarzy. Swoje przybycie potwierdził
żaglowiec „Fryderyk Chopin”, a spodziewanych jest kilkadziesiąt
jachtów z polskimi i polonijnymi załogami. Część z uczestników
płynie na to spotkanie już od tygodni, inni przylecą, żeby
wyczarterować jednostki na miejscu. Zainteresowani udziałem mogą
jeszcze skorzystać z bazy ogłoszeń o wolnych kojach. Podsumowaniem
zlotu żeglarzy ma być Album Wagnerowski, opisujący zarówno
historię jego podróży, jak i dziesięciu lat spędzonych na
wyspie.
Pod znakiem
zapytania stoją natomiast przygotowania obchodów w Polsce.
Inicjatorzy zachęcają do współorganizowania projektu. Pojawiły
się pomysły postawienia tu podobnego pomnika, czy zorganizowania
symbolicznego rejsu na trasie z Wielkiej Brytanii do Gdyni. Podobno
przyłączyć się mają też harcerze. Być może udałoby się
znaleźć wydawnictwo i wznowić dzieje tego rejsu i dalszego życia
na emigracji, które Wagner opisał w książkach "Podług
słońca i gwiazd" (1934), "Pokusa horyzontu" (1937) i
“By The Sun and Stars” (1988).
Optymizm i głupota
Jego historie
fascynują i wzbudzają podziw, czasem mrożąc krew w żyłach.
Wielokrotnie rejs mógł być przerwany definitywnie. Wyprawie
towarzyszyły ciągłe awarie, kłopoty finansowe i zdrowotne.
Sztormy często demontowały Wagnerowi ekwipunek i nie jeden raz
musiał z tego powodu wrócić do portu. Stracił dwa jachty („Zjawa”
i „Zjawa II”), z których jeden został zjedzony przez korniki.
Dzięki olbrzymiej sile woli – budował nowe i kontynuował podróż.
Zmieniali się też jego współtowarzysze.
Przepłynął ponad
50 tys. mil morskich, odwiedzając wszystkie kontynenty poza
Antarktydą. Wszędzie zjednywał sobie ludzi. Spotkał wiele
wspaniałych osobowości, jak choćby sławny francuski żeglarz
Alain Gerbault czy Ludomir Mączka.
Podobno cechował go
optymizm dziecka. Nie wyzbył się go aż do końca. Choć w jednym z
wywiadów przyznał: "Tak naprawdę to nie podjąłbym się
ponownie wyprawy dookoła świata w tych samych warunkach. Musiałbym
mieć większy jacht i więcej pieniędzy. Przedsięwzięcie takiej
wyprawy jak ta dobiegająca końca, wymaga dużo optymizmu i nawet
trochę głupoty".
Nawet osobom
niezwiązanym z żeglarstwem znane są nazwiska Leonida Teligi czy Henryka Jaskuły. Media śledzą aktualnie trwający samotny rejs dookoła świata
bez zawijania do portów Tomasza Cichockiego. Lada dzień z pobiciem
światowego rekordu w tej kategorii mierzyć się będzie Roman
Paszke. Warto sprawić, aby pamięć o młodym harcerzu, który
pierwszy w odzyskanej Polsce odważył się zakreślić koło na
mapie świata, odżyła i trwała w jego Ojczyźnie.